wtorek, 15 grudnia 2009

mmm






…a w nocy zajmuję się wyrobem pierniczków. Hurtowym.





Wczoraj P. wyjechał. Kicia najwyraźniej chciała, aby zabrał ją ze sobą…

poniedziałek, 14 grudnia 2009

za dużo

Chwile spokoju i skupienia przychodzą zazwyczaj, gdy wracam do domu samochodem, gdy jest już ciemno, a światła aut płyną ze mną, prowadzą mnie, omiatając dobrze znaną trasę.
Przyjmuję w siebie codziennie tryliony informacji, impulsów, bodźców. Wypowiadam słowa, które pamiętam potem tylko pamięcią podprogową. Chcę to i to, i to, i to. Chcę robić wszystko naraz. Chcę przeżyć jeszcze więcej.
Potem padam zmęczona. Rzeczy zaczęte, ponapoczynane, czekają w swojej kolejce na wykończenie, a ich wyrok podlega nieustannemu odroczeniu, a ich termin przydatności do spożycia wygasa. W ich miejsce pojawiają się nowe. Które trzeba nadgryźć, spróbować.
Mam wielu przyjaciół, a żadnego przyjaciela.

czwartek, 26 listopada 2009

koniec

Koniec zawsze jest zaskoczeniem. Czasem jednak można się na niego lepiej przygotować. Ale raczej rzadko.
Może być tak, że rano, przechodząc przez jezdnię na zielonym świetle, zostanie się przejechanym przez dźwig. Brzmi absurdalnie, prawda? W śmierci jest coś absurdalnego. Unieważnia i deprecjonuje całe to zamieszanie, jakie wokół siebie czynimy, nasze wysiłki.
Ta kobieta, która dziś rano leżała martwa za granatowym policyjnym parawanem, którą na przejściu dla pieszych rozjechał 20-tonowy dźwig. Pewnie miała jakieś plany. Terminy, których należy dotrzymać. Może rano pokłóciła się z mężem albo nie zdążyła zadzwonić do matki. Wszystko nagle przerwane w pół zdania. Wciąż na wdechu.
I już nie ma ciągu dalszego.
A przynajmniej nie tu.
Może to ta świeżo rozpoczęta czwarta dekada mnie tak nastroiła, a może wreszcie zrozumiałam, że szkoda czasu na złe nastroje, na złość. Nie wiem, ile jeszcze będę żyła. Czasu i tak jest bardzo mało.

niedziela, 22 listopada 2009

urodziny. 30.

tak. to dziś.
dobrze się czuję ze swoim wiekiem i nie uważam, ze zero z tyłu w dwucyfrowej metryce to przełom. na szczęście z wiekiem przybywa mi doświadczenia i - mam nadzieję - mądrości. a jednak, kiedy przyjaciółka powitała mnie okrzykiem "Witamy w czwartej dekadzie!" przez trzy sekundy nie wiedziałam co powiedzieć...

od P. dostałam piękny naszyjnik i bransoletkę. mój narzeczony czasami troszeczkę mnie rozpieszcza...

niedziela, 13 września 2009

czasem

Czasami to się zdarza. Brak sił. Ból. Ból wszystkiego – rąk, nóg, głowy – nie jakiś specjalnie silny, na tyle jednak wyraźny, aby uniemożliwić normalne funkcjonowanie. Wstają rano z łóżka i wydaje mi się, że jest wszystko w porządku, ale potem biorę prysznic i nagle odkrywam, że nie mam już siły, że już wyczerpałam cały zapas. I czuję się raczej tak, jakby dzień miał już się skończyć. Czasem łapię się na tym, że moje ciało zapomina oddychać. Muszę wziąć potem głęboki wdech, żeby na powrót napełnić płuca powietrzem.
Czasem się to zdarza. Ostatnio trochę częściej.
Zmęczenie. I przychodzą mi wtedy do głowy takie myśli – że powinnam coś zmienić, najlepiej już, zaraz. Ale potem głos rozsądku podpowiada, żebym nie działała gwałtownie, że powinnam jeszcze trochę poczekać. Że jestem zmęczona i to minie, a wtedy mogę żałować podjętych decyzji, a tych decyzji prawdopodobnie nie da się tak łatwo cofnąć.
Że być może całe to moje zmęczenie jest reakcją na sytuację, którą zwykle określam krótko: „w porządku” (Co u was? – W porządku. Koniec tematu). Może powinnam znaleźć w sobie odwagę, aby zacząć rozmowę i doprowadzić ją do końca. Czasem po cichu żałuję, że zamieszkaliśmy razem i tęsknię za okresem, kiedy każde miało swój własny dom, a spotkania służyły temu, żeby naprawdę spędzać razem czas.

piątek, 28 sierpnia 2009

wtorek, 25 sierpnia 2009

23.47. zmęczenie

Wróciłam do domu około dziewiątej wieczorem. Chciałam jeszcze popracować, ale usiadłam na kanapie i przez 2 godziny nie mogłam wstać - oglądałam telewizję skacząc po kanałach.
Teraz lezę juz w łózku.
Urlop minął szybko. Jak zwykle. Z powrotem jestem zmęczona.