niedziela, 13 września 2009

czasem

Czasami to się zdarza. Brak sił. Ból. Ból wszystkiego – rąk, nóg, głowy – nie jakiś specjalnie silny, na tyle jednak wyraźny, aby uniemożliwić normalne funkcjonowanie. Wstają rano z łóżka i wydaje mi się, że jest wszystko w porządku, ale potem biorę prysznic i nagle odkrywam, że nie mam już siły, że już wyczerpałam cały zapas. I czuję się raczej tak, jakby dzień miał już się skończyć. Czasem łapię się na tym, że moje ciało zapomina oddychać. Muszę wziąć potem głęboki wdech, żeby na powrót napełnić płuca powietrzem.
Czasem się to zdarza. Ostatnio trochę częściej.
Zmęczenie. I przychodzą mi wtedy do głowy takie myśli – że powinnam coś zmienić, najlepiej już, zaraz. Ale potem głos rozsądku podpowiada, żebym nie działała gwałtownie, że powinnam jeszcze trochę poczekać. Że jestem zmęczona i to minie, a wtedy mogę żałować podjętych decyzji, a tych decyzji prawdopodobnie nie da się tak łatwo cofnąć.
Że być może całe to moje zmęczenie jest reakcją na sytuację, którą zwykle określam krótko: „w porządku” (Co u was? – W porządku. Koniec tematu). Może powinnam znaleźć w sobie odwagę, aby zacząć rozmowę i doprowadzić ją do końca. Czasem po cichu żałuję, że zamieszkaliśmy razem i tęsknię za okresem, kiedy każde miało swój własny dom, a spotkania służyły temu, żeby naprawdę spędzać razem czas.

piątek, 28 sierpnia 2009

wtorek, 25 sierpnia 2009

23.47. zmęczenie

Wróciłam do domu około dziewiątej wieczorem. Chciałam jeszcze popracować, ale usiadłam na kanapie i przez 2 godziny nie mogłam wstać - oglądałam telewizję skacząc po kanałach.
Teraz lezę juz w łózku.
Urlop minął szybko. Jak zwykle. Z powrotem jestem zmęczona.

3 sceny. 1 osobny wnisek. 21.08.2009

1. Poranek, pora śniadania. Zjeżdżam windą na poziom 1. Metalowe drzwi rozsuwają się i oślepia mnie biel marmurowej posadzki, od której odbija się światło słoneczne. Po lewej, za szklanymi drzwiami ogród i dalej plaża. Lato. Wszystko na wyciągnięcie ręki.
2. Popołudnie, plaża. Zanurzam się w wodzie. Morze jest ciepłe, spokojne i przynosi ulgę od upału. Słońce już tak nie razi w oczy, delikatnie kładzie się na rozkołysanej powierzchni. Obracam się na plecy, ramiona wyrzucam na boki i pozwalam wodzie się unosić. Patrzę w niebo – jest idealnie niebieskie, ani jednej chmurki. Odchylam głowę do tyłu – mogłabym przysiąc, że słyszę, jak pod wodą przesypują się moje rozpuszczone włosy. To prawdopodobnie najszczęśliwsza chwila tego dnia.
3. Wieczór. Około dziesiątej. Termometr wskazuje 36 stopni C. Idę na molo. Wieje łagodny wiatr – jakby ktoś włączył suszarkę do włosów z ciepłym strumieniem powietrza. Moje ciało absorbuje to ciepło. Dość zachłannie. Koniec molo nie jest zagrodzony żadną barierką, można wskoczyć prosto do wody. Tak jak poprzedniego wieczoru, siadam w pierwszym rzędzie leżaków. Pasiaste materace są lekko wilgotne. Przede mną morze, kilka zakotwiczonych łódek, a wyżej usiane setkami gwiazd niebo. Próbuję przypomnieć sobie nazwy i kształty gwiazdozbiorów, łączę gwiazdy niewidzialnymi krawędziami – nieźle mi idzie, odkrywam gwiazdozbiór żyrafy… Przychodzi P. Zasypiamy na leżakach.
4. Wszystko jest kwestią praktyki. Nawet przyjemność.

17.08.2009 ponad



Jeszcze wczoraj nie mogłam uwierzyć w to, że jedziemy na wakacje.
A teraz jestem. Grają cykady. Jest gorąąąąco… Wyłączam w hotelowym pokoju klimatyzację, bo cały rok tęskniłam za tą temperaturą.
Zaraz po zalogowaniu się w hotelu wrzucamy na siebie stroje kąpielowe i idziemy na plażę. Woda w morzu ciepła. Można by w niej spędzić cały dzień. Potem kładziemy się na leżakach i zasypiamy.
Pokój, hotel i ogród wyglądają tak, że nawet P., który zawsze znajdzie jakiś powód do narzekań, nie ma się do czego przyczepić. Co jest raczej niebywałe. „Ojej życie nagle straciło sens, a Twoja cała osobowość zaczyna się rozpadać” dokuczam mu.
W hotelu 90% gości stanowią Rosjanie. Kolacja przypomina łudząco rewię mody. Prawie wszystkie Rosjanki chodzą w szpilkach. Na takich cie-niu-sień-kich obcasach. Szpilki są złote, srebrne albo czarne. Te, które nie noszą szpilek, chodzą w sandałach z wysokimi cholewami - tak, w sandałach z wysokimi skórzanymi cholewami. Niektóre młode Rosjanki są piękne, jak ta, którą zobaczyłam w jadalni, o której natychmiast pomyślałam, że nawet jeśli ma jakieś wady, to i tak jej uroda wszystkie te wady przyćmiewa. Posągowa uroda. Kobiece kształty, po których spływała długa, bardzo długa chabrowa bawełniana sukienka. Znów – niebotyczne szpile. Jasne, niefarbowane włosy upięte wysoko, co sprawiało, że niebieskie oczy wydawały się lekko skośne. I słowiańskie kości policzkowe, opięte opaloną skórą. Takim kobietom faceci wybaczają wszystkie błędy. Prawdopodobnie.
Na kolacji objedliśmy się jakbyśmy przez tydzień nie widzieli jedzenia (co w moim przypadku nie jest dalekie od prawdy). Potem z ciężkimi brzuchami poszliśmy na spacer po plaży i ogrodzie – weszliśmy do części, w której znajdują się apartamenty. Słowo apartament nie do końca opisuje to miejsce – każdy z nich jest samodzielnym domem otoczonym własnym ogrodem – jak widać nie zabezpieczonym. Tarasy, balkony, ogromne pokoje, w których na ścianach wiszą obrazy w grubych ramach, lampy rzucają dyskretne światło, a fotele prowokują do tego, by się w nich zapaść. Jakaś para jadła kolację. Kobieta w białym szlafroku stała przy stole. W kuchni, na granitowym blacie stały w wazonie świeże lilie.
Gdzieś z tyłu głowy czaiła się myśl, że to wszystko jest aż za bardzo. Że jest ponad oczekiwania.
Ale dość szybko przyzwyczajam się do luksusu. Bardzo szybko.

piątek, 14 sierpnia 2009

Ta noga tam jest

Sobotni poranek. Śpię. Obracam się na łóżku i trącam jego nogę. Pierwszy przebłysk świadomości. Jest. Śpi.
Słońce zaczyna przedzierać się przez grube zasłony.
Bezpieczeństwo.
Pierwszy dzień urlopu.
Przez chwilę jestem najszczęśliwszą osobą w Warszawie. A przynajmniej w naszej kamienicy.

czwartek, 13 sierpnia 2009

jestem taka zmęczona...

Przez cały dzień mówiłam tyyyle… i słuchałam tyyyle… że teraz nie mam już absolutnie nic do powiedzenia.