Kończyłam wczoraj czytać "Non-fiction". Ostatni rodział - o walce Kapuścińskiego z czasem. O tym, żeby jeszcze zdążyć napisać, przemyśleć, opowiedzieć. Uderzyły mnie cytaty, jakie miał poprzypinane w pracowni. Praca, praca, praca. Zgadza się to z tym, w co sama wierzę i gdyby nie jeden dodatkowy element, nie byłabym tak poruszona. Tym dodatkowym elementem jest nagły przypływ świadomości, że za jakiś czas ja też mogę znaleźć się w takiej sytuacji, że będę wiedziała, że już nie zdążę, że już mam za mało czasu. Być może już teraz mam za mało czasu. Przecież to, gdzie będę za lat X, zależy od tego, gdzie jestem teraz.
Potem zaczęłam myśleć o śmierci. Czy w ostatniej chwili ogarnie mnie strach? Czy będę starała się za wszelką cenę zatrzymać życie?
wtorek, 28 grudnia 2010
poniedziałek, 27 grudnia 2010
zupełnie nieświątecznie
minęły święta.
Była choinka u rodziców P., trochę awangardowa, ale żywa (choinka w formie kuli - widział ktoś coś takiego?). Były świąteczne potrawy, był kościół, były kolędy. Były piękne prezenty. A jednak coś nie tak.
Nie przyłożyłam się do tych świąt. Mam taką swoją teorię, że w rzeczy ważne trzeba wkładać sporo pracy. No i myślami byłam zupełnie gdzie indziej. Tyle że nie bardzo potrafię powiedzieć gdzie.
W sumie to cieszę się, że jutro idę do pracy.
A jeszcze jedno - w drodze do K. przeczytałam pewien tekst, w którym poruszono m.in. kwestie zrównoważonego rozwoju. I przyszło mi na myśl, że tu tkwi mój defekt. Sprawom domowo-rodzinnym poświęcam troszkę za mało uwagi. Chyba zaczyna mi świtać, jakie będzie moje noworoczne postanowienie :)
Była choinka u rodziców P., trochę awangardowa, ale żywa (choinka w formie kuli - widział ktoś coś takiego?). Były świąteczne potrawy, był kościół, były kolędy. Były piękne prezenty. A jednak coś nie tak.
Nie przyłożyłam się do tych świąt. Mam taką swoją teorię, że w rzeczy ważne trzeba wkładać sporo pracy. No i myślami byłam zupełnie gdzie indziej. Tyle że nie bardzo potrafię powiedzieć gdzie.
W sumie to cieszę się, że jutro idę do pracy.
A jeszcze jedno - w drodze do K. przeczytałam pewien tekst, w którym poruszono m.in. kwestie zrównoważonego rozwoju. I przyszło mi na myśl, że tu tkwi mój defekt. Sprawom domowo-rodzinnym poświęcam troszkę za mało uwagi. Chyba zaczyna mi świtać, jakie będzie moje noworoczne postanowienie :)
czwartek, 23 grudnia 2010
mąż wrócił!
Udało się! A już rozważaliśmy, co będzie, jak się nie uda złapać samolotu powrotnego. Wrócił wprawdzie, bez bagażu, który zaginął jeszcze w drodze do Paryża, ale co tam.
W związku z całym tym zamieszaniem, nie mamy w domu ani jednej ozdoby świątecznej. Poza gwiazdkami w oknie sypialni, które wisiały przez cały rok, więc chyba się nie liczą, prawda?
Wczoraj piekłam ciasto drożdżowe z syropem ze stevii. Na prezent dla Dziadków. Dziadek jest cukrzykiem i zawsze musi się powstrzymywać przed jedzeniem słodkości (w zasadzie powstrzymuje się przy gościach, a potem wyjada je po kryjomu:)). Chciałam więc upiec mu ciasto, którym mógłby się najeść do woli.
Dziś wieczorem ruszamy do Łodzi, odwiedzamy Dziadków, nocujemy, a jutro rano zabieramy kota i jedziemy do Katowic. Moja Mama pojechała tam już dziś.
Życzę Wam wszystkim Wesołych Świąt!!! :)
W związku z całym tym zamieszaniem, nie mamy w domu ani jednej ozdoby świątecznej. Poza gwiazdkami w oknie sypialni, które wisiały przez cały rok, więc chyba się nie liczą, prawda?
Wczoraj piekłam ciasto drożdżowe z syropem ze stevii. Na prezent dla Dziadków. Dziadek jest cukrzykiem i zawsze musi się powstrzymywać przed jedzeniem słodkości (w zasadzie powstrzymuje się przy gościach, a potem wyjada je po kryjomu:)). Chciałam więc upiec mu ciasto, którym mógłby się najeść do woli.
Dziś wieczorem ruszamy do Łodzi, odwiedzamy Dziadków, nocujemy, a jutro rano zabieramy kota i jedziemy do Katowic. Moja Mama pojechała tam już dziś.
Życzę Wam wszystkim Wesołych Świąt!!! :)
poniedziałek, 20 grudnia 2010
biało
Jest biało, jest pięknie, jest pięknie :) Poza tym, że Przemek utknął na Okęciu. Obwiam się, że zanim otworzą lotnisko, na które leci, mogą zamknąć Okęcie...
niedziela, 19 grudnia 2010
m jak malowanie
Sponsorem dzisiejszej niedzieli była LITERKA M.
Wczoraj trochę się podziębiłam i nie miałam ochoty dziś nigdzie wychodzić, chociaż w planach było kupno i butów, i choinki, i wizyta Łukaszków. Zastrajkowałam, stwierdziłam, że nigdzie nie idę. Będę odpoczywać.
Po pięciu minutach na kanapie stwierdziłam jednak, że pragnę zrobić coś pożytecznego. Padło na malowanie pudełek. W szafkach i na półkach mamy z tuzin pudełek po czymś - zwłaszcza po kawie. Czasem po prezentach. Już jakiś czas temu postanowiłam pomalować je na różne kolory. Być może odzywa się we mnie dziecko kryzysu, które nie lubi niczego wyrzucać, wszystko chciałoby ponownie wykorzystać. Nie wiem.
Taka praca sprawia mi mnóstwo frajdy.
- Wiesz co, Miśku, mogłabym być rzemieślnikiem - powiedziałam Mężowi malując kolejne pudełko.
- No, ja też - odpowiedział. - Mógłbym Ci mówić, co masz robić.
czwartek, 16 grudnia 2010
kłopot z prezentami
Co mam kupić Mężowi na gwiazdkę..??? Nagle uświadomiłam sobie, że został tylko tydzień. Ratunku!!!
Myślałam o
książce - instrukcji do jego ukochanego Land Rovera, ale wziąwszy pod uwagę, że 1. teraz jeżdżę nim ja, 2. od stycznia idzie na remont podwozia - mam wątpliwości.
spinkach do koszuli?? super oryginalne...
kursie jazdy z rajdowcem - powiedział, że nie chce
Muszę szybko coś wymyślić... :)
Myślałam o
książce - instrukcji do jego ukochanego Land Rovera, ale wziąwszy pod uwagę, że 1. teraz jeżdżę nim ja, 2. od stycznia idzie na remont podwozia - mam wątpliwości.
spinkach do koszuli?? super oryginalne...
kursie jazdy z rajdowcem - powiedział, że nie chce
Muszę szybko coś wymyślić... :)
środa, 15 grudnia 2010
kompensata
Miałam wczoraj coś zrobić. Nie udało się. Śnieg zaskoczył drogowców, pokrzyżował plany tramwajarzom, taksówkarzom i mnie.
Zawsze, kiedy nie uda mi się zrobić czegoś, na czym mi zależy, a okoliczności są niezależne ode mnie, uruchamia mi się mechanizm kompensacyjny. Wczoraj wymyśliłam sobie ciasto drożdżowe z cynamonowym nadzieniem. Poza tym, zziębnięta na mrozie musiałam natychmiast po powrocie napić się grzanego wina. Za każdym razem chcę sobie udowodnić, że niczego nie straciłam. Wyciągnęłam więc z kredensu grzańca, a ze spiżarki mąkę i drożdże.
Im bardziej to, co nam uciekło, jest nieokreślone, tym większy żal. I tym większa strata. Co z tego, że potencjalna? Dołożyłam do ciasta i wina pocieszającą myśl, że gdybym tam poszła, na pewno przytrafiłoby mi się coś złego. Na pewno wydarzyłoby sie coś, co wywołałoby w mojej głowie zamęt i pomieszanie.
Sztuczki umysłu.
Zawsze, kiedy nie uda mi się zrobić czegoś, na czym mi zależy, a okoliczności są niezależne ode mnie, uruchamia mi się mechanizm kompensacyjny. Wczoraj wymyśliłam sobie ciasto drożdżowe z cynamonowym nadzieniem. Poza tym, zziębnięta na mrozie musiałam natychmiast po powrocie napić się grzanego wina. Za każdym razem chcę sobie udowodnić, że niczego nie straciłam. Wyciągnęłam więc z kredensu grzańca, a ze spiżarki mąkę i drożdże.
Im bardziej to, co nam uciekło, jest nieokreślone, tym większy żal. I tym większa strata. Co z tego, że potencjalna? Dołożyłam do ciasta i wina pocieszającą myśl, że gdybym tam poszła, na pewno przytrafiłoby mi się coś złego. Na pewno wydarzyłoby sie coś, co wywołałoby w mojej głowie zamęt i pomieszanie.
Sztuczki umysłu.
A ciasto wyszło pyszne. Zdjęcie zrobiłam dziś rano.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




